- Masz Gadu? – zapytał i wyjął telefon – Podaj, zapiszę sobie.
- No mam, mam. Pewnie, że mam. – Podałam mu swój numer, dla Was niech zostanie on tajemnicą.
- Postaram się napisać jeszcze dzisiaj, do zobaczenia, a raczej napisania!
- Pa…
Spodziewałam się raczej, że poprosi mnie o numer telefonu, ale cóż. Takie czasy, co zrobić. Wracając do domu zaryłam głową w słup, taka ze mnie ciapa. Tak jakoś się nawinął, wcześniej go tam na pewno nie było! Ale jakoś się pozbierałam i doszłam do celu. Rozebrałam się, w sensie, że z kurtki i butów – ja wiem, co Wam chodzi po głowach, zbereźnicy! No ale wracając do mojej historii, wróciłam do domu, rozebrałam się, wzięłam laptopa i rozłożyłam się wygodnie na łóżku. Leżałam i czekałam, aż napisze. Minęła jedna, druga, trzecia godzina, a Marcin nie pisał. Miałam właśnie wyłączyć komputer, aż tu nagle wyskoczył dymek z napisem, że ktoś przesyła wiadomość.
- Witam cię serdecznie, moja droga. – napisał Marcin, jeszcze wtedy nie wiedziałam, że to on.
- No witam, nieznajomy, witam. Może byś się przedstawił? Lubię wiedzieć, z kim rozmawiam.
- A, sorry. Tu Marcin. Zapomniałem, że przecież nie miałaś mojego numeru.
- Z drugiej strony, mogłam być troszkę milsza…
Nastąpiła niezręczna cisza. W sumie, cicho było cały czas. Po prostu nikt nic nie pisał, wiadomo, o co chodzi. Tak przez dziesięć minut milczał, jakby nie wiedział, co powiedzieć. W końcu przerwał to charakterystyczny dla Gadu-Gadu sygnał otrzymania wiadomości.
- Wiesz, wtedy w szatni… Nie miałem zamiaru wziąć od ciebie numeru Gadu.
- A co chciałeś zrobić? – spytałam
- To raczej powinienem powiedzieć ci w realu, w cztery oczy.
- Jestem cholernie ciekawa, ale poczekam. Muszę uciekać, bo tata każe kończyć. Pa.
- Cześć.
No i fajnie. Wcześniej czekałam aż napisze, a później nie dawało mi spokoju to, co napisał. Przez moją głowę przewijały się setki, ba, tysiące myśli, o co mu mogło chodzić. Pół nocy nieprzespane przez to. Następnego dnia, znów z szopą na głowie, zawitałam w progi szkoły. Od razu wyskoczył przede mnie Marcin i podarował mi buziaka w policzek, myślałam, że mu lapsa sprzedam, ale z drugiej strony było całkiem miło.
- No tego to się nie spodziewałam! – krzyknęłam na cały regulator, połowa korytarza się na mnie spojrzała, ale to nic.
- To właśnie chciałem wczoraj zrobić…
- Na pewno to?
- W sumie, to nie. Zamknij oczy.
Wiedziałam, że coś się szykuje. Tym razem obdarował mnie namiętnym pocałunkiem w usta. To było… Niesamowite! Nigdy czegoś takiego nie czułam, dosłownie ciarki przeszły mnie po caluteńkim ciele. Czysta magia! Wtuliłam się w niego, wszystko inne przestało dla mnie wtedy istnieć, byliśmy tylko ja i on. Niestety, sielankę przerwał dzwonek. Jak zawsze uważałam na lekcjach, tak na cały dzień oddałam się całkowicie przyjemności patrzenia na potargane włosy mego chłopaka, bo raczej już mogłam go tak nazwać. W sumie, to nie tylko na włosy. Co by ze mnie była za dziewczyna, gdybym nie spuściła wzroku trochę niżej… Mowa oczywiście o oczach. Zdziwiła mnie jedna rzecz, mianowicie Marcin na żadnej przerwie ani lekcji do mnie nie podszedł, nie zagadał… A ja, jak to ja, nie odważyłam się sama podejść. Dopiero po lekcjach się do mnie odezwał. Spytał, czy wybiorę się z nim na spacer. No i jak tu się nie zgodzić? Poszliśmy więc do lasu za szkołą. Szliśmy coraz głębiej i głębiej aż zatrzymaliśmy się przy niewielkiej altance.
- Siądź sobie na ławkę, mam coś dla ciebie. – wyciągnął z kieszeni niewielkie pudełeczko...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz