Przyjaciółkowy czat

piątek, 27 stycznia 2012

Przeznaczenie czy coś gorszego?

Zamknęłam oczy i czekałam. Poczułam coś zimnego na szyi. Założył mi cudowny złoty łańcuszek ze złotym sercem z diamentowymi wstawkami. Był przepiękny, cudowny! Rzuciłam się na szyję Marcinowi i wycałowałam go tak, że normalnemu człowiekowi starczyłoby przynajmniej na tydzień.
- Kocham cię… - szepnęłam mu do ucha.
- Ja ciebie też. Wiesz, skoro jesteśmy sami… - położył rękę na mojej talii – I skoro się kochamy... To może pora przypieczętować nasz związek?
Zaczął całować moją szyję, a jego ręka powędrowała na mój tyłek. Pomyślałam sobie, że tego jest za wiele. Znałam go ledwie parę dni, a on już chciał zrobić to ze mną… Odepchnęłam go od siebie, ale on nie chciał odpuścić. Chwycił mnie mocno za ręce i położył na ławce tak, żeby nie zrobić mi krzywdy. Przynajmniej nie większej, niż zrobił. Krzyczałam, żeby mnie zostawił ale on tylko śmiał się i powtarzał, że nikt nie przyjdzie. Chyba, że zawoła kolegów. Nagle zobaczyłam w oddali jakąś sylwetkę, to była dziewczyna. Zauważyła, że coś jest nie tak. Podeszła i dała mi znak, że mam się zachowywać, jakby jej tam nie było. Złapała za kij leżący na ziemi i przywaliła memu oprawcy tak, że stracił przytomność. Byłam rozebrana od pasa w górę, więc pomogła mi się ubrać i wyprowadziła mnie z tego przeklętego lasu. Dopiero wtedy uważnie się jej przyjrzałam. Wysoka, szczupła, ruda dziewczyna. Jej oczy miały niesamowicie intensywny zielony kolor, w życiu takich nie widziałam. A figurę to miała taką, że niejedna gwiazda by pozazdrościła!
- Coś ty tam robiła sama? To niezbyt dobre miejsce na spacery po szkole.
- Tamten koleś… To był mój chłopak. – łza pociekła mi po policzku – poszliśmy na spacer, dał mi prezent, a potem zażądał „przypieczętowania” związku. Świnia…
- Jesteś już bezpieczna. – przytuliła mnie, tego mi było trzeba – Z tego wszystkiego nawet się nie przedstawiłam. Jestem Monika.
- Julia. Możesz mi mówić Julka, jeśli chcesz.
- Chodź, odprowadzę cię do domu.
- Nie trzeba, poradzę sobie…
- A jeżeli tamten chłopak będzie cię chciał znów dorwać?
- Ech, dobra. Chodźmy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz