Lubię denerwować ludzi, koloryzować i kłamać. Jestem kłamcą, który kłamie, że lubi kłamać, niezłe, co nie? Gdy byłam w połowie drogi, ktoś przysłał mi SMSa. Byłam pewna, że to Dominika – moja koleżanka z klasy – chciała spytać się mnie znowu, gdzie jestem. Jakbym mało razy jej powtarzała, że jeżeli nie ma mnie w szkole, to albo jestem w drodze, albo budzik skończył swój marny żywot i śpię. Okazało się, że będziemy mieli w klasie nowego ucznia, i że ponoć niezłe „ciasteczko” z niego. Było już po ósmej, a ja dalej nie w szkole, przyspieszyłam więc i jakoś doczłapałam się. Weszłam do klasy, rozejrzałam się i… On tam był. Wysoki brunet o niebieskich oczach, pod którymi miał wory, jak ja. Tyle, że jemu to dodawało uroku i seksapilu, a ja wyglądałam jak wiedźma. Jeszcze tylko miotłę mi dać i mogłam odlecieć w nieznane. Ale mniejsza z tym. Nauczycielka posadziła go akurat w mojej ławce, więc nie miałam wyboru, musiałam przełamać się i dosiąść się do niego. No, nieśmiałością to on nie grzeszył, od razu rozpoczął rozmowę.
- Hej, jestem Marcin, a ty to pewnie Julcia? – przymrużył oczy i delikatnie się uśmiechnął
- Tak… Skąd wiesz?
- Tamte dwie dziewczyny z ostatniej ławki mi powiedziały, że dziewczyna, która się spóźni, ma na imię Kinga, spróbowałem więc szczęścia i udało się, trafiłem!
Odwróciłam się i spojrzałam na Dominikę i Karolinę, a w sumie to na ich ławkę – one już dawno zwijały się pod nią ze śmiechu. Wiedziały, że jestem nieśmiała i ciężko mi nawiązywać nowe znajomości.
- Zatłukę te flądry… A potem zrobię z nich zupę rybną, którą poczęstuję bezdomne koty. – powiedziałam, złość miałam wypisaną na twarzy
- Hej, skąd u ciebie taka wrogość? Zrobiły coś złego? Wydają się być miłe…
- Ta, wydają się. Tylko czekają na okazję, żeby mnie upokorzyć.
- Musisz…
- Cisza! Jest lekcja, nie gadać! – przerwała nauczycielka.
I tak przez resztę lekcji nie odzywaliśmy się do siebie, bo ta baba cały czas wlepiała w nas swoje gały czerwone. Znaczy, pani nauczycielka cały czas się nam przyglądała, czekając tylko na okazję, żeby wpisać po uwadze do zeszytu. Zadzwonił dzwonek, chciałam porozmawiać z Marcinem, ale chłopcy zaciągnęli go do toalety. Do tej pory nie wiem i nie chcę wiedzieć, co oni tam z nim robili. Pewnie jakieś „męskie” zabawy typu wsadzanie głowy do muszli klozetowej i spuszczanie wody, naciąganie majtek, bicie albo jakieś zbereźne rzeczy… Przez resztę dnia tak go gdzieś targali. A to do kibla, a to do grupy lasek. Jakoś nie wyglądał na zadowolonego, próbował się nawet wyrywać, ale wiadomo – jak się małpoludy uprą, to nie wygrasz. Na lekcjach tylko przyglądał mi się, a jak spoglądałam w jego stronę, to szybko odwracał wzrok… Po ostatniej lekcji nauczyciel sprowadził nas do szatni. Ja i Marcin nie pchaliśmy się na siłę. Uważaliśmy, że lepiej poczekać chwilę, niż nabić sobie sińca pod okiem przez czyjś łokieć. Szkoda tylko, że było tak głośno, że nie dało się rozmawiać. W końcu zostaliśmy tylko my dwoje, nikt więcej. Nawet szatniarka sobie poszła, co mnie zdziwiło, bo zawsze wszystkich pilnuje. Panowała niezręczna cisza, odwróciłam się, on także, w tym samym czasie. Magia? Telepatia? Nie wiem. Spojrzał mi głęboko w oczy i…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz