Przez pierwszą połowę listopada byłam jak bezmózgi zombie. Nie potrafiłam myśleć. Dopiero, gdy posypały się same jedynki i wszyscy zaczęli na mnie narzekać rozpoczęłam proces powolnego wracania do siebie. Doszłam do wniosku, że nie mogę sobie zepsuć życia przez jakiegoś chłopaka. Nawet jeśli to był mój idealny Wiktor, ten, którego kochałam całym sercem. W końcu on był szczęśliwy z tą swoją "blond pięknością", a ja też powinnam zasługiwać na szczęście.
Poprawiłam oceny, co nie było trudne, bo początkowy materiał licealny jest na poziomie gimnazjum. Powoli zaczęłam otwierać się na ludzi, mimo że nigdy nie zależało mi na kontaktach towarzyskich. Wolałam posiedzieć w domu, z książką lub przy komputerze, aniżeli lansować się po jakichś imprezach. Lecz w głębi duszy, gdzieś tam w środku, byłam pewna, że nie będę miała chłopaka przez długi, długi czas.
Pewnego dnia, gdy siedziałam na łóżku i czytałam ciekawą książkę o cesarzach rzymskich, dostałam sms'a od nieznanego numeru.
- Tomek?
- Nie? Julia - odpisałam.
Byłam zła. Zawsze się złoszczę, gdy dostaje sms'a od obcego numeru.
- Przepraszam, pomyłka, ale miło poznać. Ja jestem Marzena.
- Aha, fajnie wiedzieć - odpisałam, wyciszyłam telefon i wróciłam do czytania.
Po chwili jednak z ciekawości wyjęłam telefon, żeby zobaczyć czy "znajoma nieznajoma" odpisała.
- Nom, kurcze, ja to jestem kaleka. Zawsze coś pomylę. Ale nudzi mi się strasznie. Może popiszemy?
- A może nie?
- Heh. To ja może powiem coś o sobie. Mam szesnaście lat i jestem z Koła - wyprowadziła mnie z równowagi tym zagadywaniem, ale jej wiek i zamieszkanie nie pozwoliły mi nie odpisać.
- Oo, gdzie chodzisz do szkoły? - zapytałam.
- Do Technikum. A co, ty też tu z okolic? - zapytała. A jednak nie była taka głupia jak myślałam.
- Ta.
- Ooo! Ale słodko! A ile masz lat?
- Tyle co ty, rówieśniczko.
- No nie wierzę.
Sms do sms'a i rozpoczęła się w miare cywilizowana rozmowa. Zwierzała mi się ze swoich problemów wielkiej wagi, typu: "mam okres, mama zabrała mi kieszonkowe, nie wiem na jaki kolor pomalować paznokcie", a ja wysłuchiwałam jej i w głębi duszy zazdrościłam zmartwień.
Pisałyśmy do późnego wieczora. Początkowo traktowałam ją oschle, ale potem zaciekawiło mnie jej podejście do życia. Przeraziło mnie, lecz zaintrygowało zarazem jej stwierdzenie, że "tylko biseksualiści mogą kochać cały świat".
- To może być początek ciekawej znajomości - podsumowała na koniec...



