"Matko, co jej teraz powiem?" - przemknęło mi przez myśl, gdy zobaczyłam za szybą wkurzoną twarz mojej mamy.
Zjechała z drogi swoim czerwonym volkswagenem i przywołała mnie ręką. Kiedy szłam do niej, szybko usuwałam sms'y, bo wiedziałam, że jeśli dostanę szlaban to na telefon.
- Co ty tu robisz? - zapytała podejrzliwie.
- No bo tego... skończyłam lekcje szybciej dzisiaj. Jesień jest, nauczyciele chorują - starałam się, żeby to brzmiało normalnie.
- A gdzie dziewczyny?
- Poszły, bo było im zimno. Ja jeszcze byłam w Biedronce.
- Wsiadaj - powiedziała po chwili rozkazującym tonem.
Weszłam do samochodu, w którym jak zwykle pachniało "lasem" przez choinkową zawieszkę. Usiadłam na przednim siedzeniu dla pasażera. Poczułam, że coś wibruje mi w kieszeni. Przez chwilę zastanawiałam się czy wyjąć telefon czy nie. W końcu jednak ciekawość wzięła górę i zaryzykowałam.
- Przepraszam Juleczko, naprawdę nie chciałam cię urazić, nie miałam też nic złego na myśli. Proszę cię, spotkajmy się na piwie jeszcze raz. Wszystko ci wytłumaczę - napisała Marzena.
Patrzyłam nieruchomo w ekran. Po chwili poczułam na sobie wzrok mamy.
- Z kim piszesz? - zapytała.
- Patrz na drogę - powiedziałam, żeby oderwała ode mnie wzrok. - To tylko Plus.
- Daj mi telefon.
- Nie - odpowiedziałam i schowałam go szybko do kieszeni.
Zatrzymała samochód na poboczu i wyciągnęła rękę.
- Daj mi ten zasrany telefon! - krzyczała.
Wydawało mi się, że usunęłam sms'a od Marzeny. Z bijącym sercem oddałam jej telefon. Wbiłam wzrok w kaczkę pływającą po powierzchni Warty.
- Szlaban na dwa tygodnie - powiedziała i ruszyła ponownie.
- Ale za co? - spytałam zdziwiona. Myślałam, że umiem dobrze kłamać.
- Wiem, że wcale nie byłaś w szkole.
Nawet nie miałam zamiaru dopytywać się skąd wie. Modliłam się tylko, żeby nikt do mnie nie pisał. Zwłaszcza Marzena.
Po powrocie do domu rzuciłam plecak w kąt i położyłam się. W telewizji akurat leciały "Trudne Sprawy". Nie minęło dwadzieścia minut, a moja mama wparowała wściekła do pokoju. Pokazała mi sms'a od Marzeny, którego jednak nie skasowałam.
- Co to ma być?! Nie chodzisz do szkoły, bo spotykasz się z jakimiś dziewuchami na piwie?! Kto to jest ta Marzena?!
- Mamo, prosze cię, to koleżanka ze szkoły.
- Taak? Ciekawe czy jej matka jej na to pozwala. Nie dostaniesz telefonu przez miesiąc, a o komputerze możesz pomarzyć.
Wyszła z pokoju. Byłam taka zła na siebie, że myślałam, że za chwile wybuchnę, a na ścianach zostaną resztki mojego zmiksowanego mózgu. Rzuciłam fioletową poduszką z całej siły w drzwi. Rozpłakałam się. Przecież ja bez komputera i telefonu to jak bez rąk. Tak, wiem, że to już uzależnienie. Chciałam porozmawiać z Marzeną bardziej niż kiedykolwiek, ale nawet nie było na to szans. Starałam się przetłumaczyć sobie, że to tylko Marzena, taka sama dziewczyna jak wszystkie inne moje koleżanki. Tylko, że będąc z nimi nigdy nie czułam czegoś takiego jak z nią. Hmm, nie... ona z pewnością nie była zwyczajna. Ciągle myślałam o jej herbacianych oczach i delikatnych dłoniach, a to wszystko napawało mnie obrzydzeniem do samej siebie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz