Wiktor. Nikt inny tylko on. Czyżby moje uczucie do niego nie wygasło? Czyżby ono nadal tkwiło wewnątrz mojego małego złamanego przez Wiktora serca?
- Proszę Cię, zapomnij co było w Halloween. - wziął mnie za rękę. Odpychnęłam go.
-Wiktor, nie chcę Cię znać zrobiłeś mi okropną krzywdę w Halloween. Nie przyznawałeś się do tego i myślisz że ja Ci wybaczę? Koniec. Z tym koniec. Z nami koniec, nie licz na nic.- mówiłam spokojnym głosem.
- Co takiego? - zapytał zaskoczony patrząc mi w oczy. - Nie kochasz mnie już?
- Nie wiem - odpowiedziałam zgodnie z prawdą, bo sama tak naprawdę nie wiedziałam, co czuję do niego. - Nie wiem - powtórzyłam.
- Ale ja cię kocham! - zawołał tak głośno, że kilka idących przed nami osób odwróciło się. - Czy to dla Ciebie nic nie znaczy?
- Czy możemy porozmawiać spokojnie? - spytałam.
- Przepraszam - powiedział. - Nie zgadzam się - powiedział. - Nie zgadzam się już.
- Nie pytam Ciebie o zgodę - odpowedziałam cicho. - Po prostu teraz... po prostu postanowiłam być sama.
- Sama, czy masz kogoś innego na oku?
- Nie twoja sprawa Wiktor.
- To by wiele wyjaśnniało.
- Nie mam nikogo na oku. Tak zdecydowałam, że będzie najlepiej.
- Powiedz, dlaczego? Jakie masz do mnie zastrzeżena? Co Ci się nie podoba? - zasypał mnie gardem pytań. - Co źle robę? Zmienię to. Zrobię wszystko dla Ciebie - dodał i w oczach tego wydawać by się mogło twardego chłopaka ujrzałam łzy.
- Boję się, że mnie znowu zdradzisz. Tak jak wtedy. Nie chcę żebyś co kolwiek dla mnie robił. Chcę być sama i już! - Bez chwili woli pobegłam do domu i zostawłam Wiktora w tyle...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz