Wymieniłyśmy się numerami telefonów. Zaprosiłam ją do domu. W końcu musiałam się jakoś odwdzięczyć dziewczynie, która uratowała mnie od utraty dziewictwa w sposób, który nikomu raczej by się nie spodobał. Poczęstowałam ją jabłecznikiem mamy i zrobiłam herbatę. Usiadłyśmy przy szklanym stole w kuchni i opowiedziałam jej od początku jak to było ze mną i Marcinem. Słuchała z zainteresowaniem, jakbym opowiadała o jakiejś podróży kosmicznej, czy czymś tam. Totalnie odpłynęła, wczuła się. Mało tego. Oczy jej się załzawiły, a nawet spłynęła łza po policzku. Mimo to, nie otarła się, w dalszym ciągu patrzała mi głęboko w oczy. W pewnym momencie położyła swoją rękę na mojej i ścisnęła delikatnie. Spojrzałam w dół. Monika szybko cofnęła dłoń, a jej spojrzenie powędrowało na podłogę, chyba czuła się zawstydzona. Mruknęła tylko pod nosem „przepraszam, pójdę już” i wyszła, ba, wybiegła z domu. Wyleciałam zaraz za nią, chciałam ją zatrzymać. Kondycję to miała niezłą, nie było jej nigdzie, jakby się rozpłynęła. Wysłałam jej SMSy, dzwoniłam… Ani nie odpisała, ani nie odebrała.
Następnego dnia w szkole musiałam oglądać Marcina. Miałam ochotę go udusić, zakopać, odkopać, sklonować trzy razy, trzy razy zabić i trzy razy zakopać. Cały czas patrzał się na mnie takim… dziwnym wzrokiem i uśmiechał się szyderczo. Posyłał mi nawet „całusy”. Obrzydlistwo, fuj! Chciałam wbić mu między oczy cyrkiel albo coś innego – ostrego. No ale nie jestem taka. Niestety. Po lekcjach zaczepił mnie w przedsionku szkoły.
- Ej, Jula! – złapał mnie za ramię.
- Nie mów do mnie Jula! I zostaw mnie, parszywcu!
- Przestań, chcę porozmawiać.
- Nie mamy o czym rozmawiać.
- Daj mi chociaż chwilę, proszę. Wiem, że zachowałem się jak skończony idiota, ale błagam…
- Dobra, mów. Byle szybko.
- Wtedy w lesie… Myślałem, że oboje tego chcemy. Słyszałem, że lubisz, gdy chłopak jest brutalny i bez zahamowań. Chciałem ci tylko dogodzić… I zanim spytasz – nie, to nie twoje koleżanki powiedziały. Uznałem to za rodzaj takiej… gry. Ale teraz wiem, że sprawiłem ci ogromny ból i przepraszam. Szczerze. Kocham cię i nie chcę cię stracić.
Od tych emocji aż zrobiło mi się słabo. Podeszłam ledwo do ściany, oparłam się i zaczęłam się zsuwać na ziemię. Marcin podbiegł i mnie złapał. Przytulił mocno do siebie. Znowu to uczucie… Chciałam zapomnieć o tym wszystkim. Tak bardzo chciałam mu uwierzyć… Bałam się, że znowu mnie zrani, że kłamał, że to wszystko nieprawda. Uczucia wzięły górę.
- Naprawdę mnie kochasz? – spojrzałam na niego zapłakana.
- Tak… Kocham cię, kocham cię ponad wszystko.
- Wiesz, nie obraź się ale zerwałam z szyi naszyjnik od ciebie i wyrzuciłam go…
- Nie szkodzi, kupię ci drugi. Chodź, odprowadzę cię.
Rozstaliśmy się przy progu mojego domu. Ponieważ byłam pilną uczennicą, od razu zabrałam się za odrabianie lekcji. Rozłożyłam się wygodnie na białym puchatym dywanie na środku pokoju i właśnie miałam zacząć pisać, aż tu nagle poczułam, że coś mi wibruje w spodniach. To Monika wysłała mi SMSa.
- Przepraszam, że tak wczoraj uciekłam, dziwnie wyszło. A, widziałam jak rozmawiałaś z tym chłopakiem. Czego chciał?
- Pogodziłam się z Marcinem. Ale dużo by o tym pisać…
- To może się spotkamy? Może być dzisiaj o siedemnastej przy dzikiej plaży?
- No ok, ok.
Odrobiłam lekcje i wyszykowałam się. Poszłam na miejsce spotkania, ale Moniki nie było. Czekałam dziesięć minut, czekałam dwadzieścia, trzydzieści. W międzyczasie słałam SMSy, na które nie odpisywała. W końcu odpuściłam sobie i wróciłam do domu. Myślałam wtedy, że leci sobie ze mną w kulki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz