Przyjaciółkowy czat

piątek, 23 grudnia 2011

Do widzenia

Dzisiaj jest dzień, w którym Kasia wyjeżdża. Bardzo mi z tego powodu smutno. Ale nie mogę rozpaczać, ponieważ moja NPNZ wyjeżdża. Muszę wziąść się w garść. Tak. Muszę to zrobić. Mam nadzieję, że ta nowa będzie fajna. Że będziemy mogły się kumplować. Muszę otrzeć łezki z moich policzków i patrzeć w przyszłość. Napewno będzie super. Nie. Co ja mówię, bez Kaśki już nie będzie tak samo jak zawsze.
- Julka, Kaśka dzwoni! - krzyczy tato.
- Już idę! - rzuciłam książkę i pobiegłam do taty, ten dał mi telefon. Akurat się składa, że mam szlaban na telefon, ale to za długo historia do opowiadania. Kasia mi powiedziała, że wyjeżdża za godzinę i że chce się ze mną ostatni raz spotkać.
- Tato, wychodzę - powiedziałam idąc do przedpokoju. Założyłam czarne botki, bo nie było już dzisiaj tak cieplutko. Założyłam moją kurtkę i w pośpiechu zakładając buty, wybiegłam z domu.
- Tylko nie wracaj za puźno - ojciec powiedział gdy zatrzasnęłam drzwi.
Poszłam na autobus, w prawidze mogłam przejść się piechotą. To tylko dziesięć minut, ale wolałam nie zwlekać. Wkońcu te dziesięć minut mniej, będę miała z Kasią. Gdy dobiegłam do niej do domu, jej tato pakował samochód.
- Dzień dobry Julio, przyszłaś do Kasi? Tylko musicie być szybkie, za dwadzieścia minut wyjeżdżamy - powiedział pan Marek jednym tchem.
- Dzień dobry - odpowiedziałam grzecznie. JEszcze mi tylko brakowało tego, żeby się pokłócić z jej rodzicami. To nie dorzeczne.
- Julka, choć na góre - usłyszałam jak Kaśka mnie woła ze swojego pokoju. Ona miała przepiękny pokój, nie taki jak wszystkie nasze blondi, o nie. Ona ma piękny zielono pomarańczowy pokój, z obrazami. Ma także tam łóżko, no w każdym razie tam bylo łóżko, teraz go tam nie ma.
- Zobacz - Kasia mi pokazała swoją najdroższą pamiątkę z Japonii.
- Wiem, pokazywałaś mi ją jak wróciłaś z Japonii. - odpowiadając uśmiechnęłam się do niej.
- Tak, i chciałabym żebyś ją wizięła...
- Nie, nie. Nie mogę, to jest twoj pamiątka.
- Tak moja, i chcę abyś Ty ją wzięła. Lepiej się nią zaopiekujesz. W podróży może się potłuc. - odpowiedziała Kasia, wręczając mi malutką porcelanową japonkę.
- O Boże, dziękuję Ci - powstrzymywając łzy wzięłam laleczke w ręce i mocno przytuliłam Kasię szepcąc jej do ucha 'dziękuję'.
- Będzie mi Cię brakowało tutaj, będę siedziała sama w ławce.
- Wiem, ale ta nowa usiądzie obok Ciebie. Napewno dasz sobie rade, jak Olka da, to i Ty.
- Kasiu! Kasiu choć, jedziemy - zawołała nas mama Kasi.
Wsiadając do samochodu, Kasia powiedziała...
- To juz jest ta chwila, musimy się nauczyć żyć samodzielnie. Bez siebie, jakoś przetrwamy, prawda?
- Prawda - odwzajemniłam jej uśmiech, który ona mi cały czas przekazywała.
- To papa.
- Pa - odpowiedziałam i wyruszyłam w stronę przystanku autobusowego. Słysząc ślizg opon, które zostawił złoty porche jej taty, zachciało mi się płakać. Nie udało mi się powstrzymać łez. Idąc do domu płakałam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz