Przyjaciółkowy czat

czwartek, 22 grudnia 2011

Impreza

Po przyjściu do domu odrazu popędziłam do szafy. Jak zwykle miałam dylemat co ubrać. Wygrzebałam moją zieloną sukienkę, będzie do mnie pasowała.
- Julka, choć tu. Ania po Ciebie przyszła.
- Już idę! Cześć Ania. - uśmiechnęłam się do niej ubierając buty.
- Co tam u Ciebie? - zapytała Ania, nie widziałyśmy się trochę czasu.
- Dobrze, dziękuję. Wiesz, że do naszej klasy przychodzi nowa dziewczyna?
- Tak, wiem. Ciekawe jaka ona jest.
- Lepiej już choćmy. Nie chcemy się spuźnić. - powiedziałam zakładając kurtkę.
Wyszłyśmy z mieszkania. Po drodze do Oli, spotkałyśmy Wiktora. Żadko się pokazywał na dworzu, chociaż jest najprzystojniejszym chłopakiem jakiego znam. Ale niestety ma dziewczynę. Kocham się w nim od trzeciej klasy a my już w drugiej gimnazium. Czas szybko leci.
- Cześć wam. - powiedział szczęśliwie ze swoim pięknym jak słońce uśmiechem i spojrzał się na mnie, po czym się zarumieniłam. Żadko się na mnie patrzał, bo wiem że jestem brzydka.
- Cześć - odpowiedziałyśmy wesoło chichocząc.
- Z czego się śmiejecie? - zapytał i posmutniał.
- Aaa, nic, nic. - odpowiedziałyśmy równocześnie.
- Aha, idziecie do Olki na imprę? - zapytał i się na nas spojrzał.
- Tak, właśnie się wybieramy - odpowiedziała Ania.
Po słowach Ani wszyscy ucichliśmy. Nie odzywaliśmy się więcej do samego domku Oli. Ona miała fajnie. Bogatych rodziców, bez rodzeństwa. Znaczy ma, ale jej starszy brat wyprowadził się z chaty parę lat temu. To jest życie. Jak ja bym chciała mieszkać bez rodzeństwa.
- Hej! Chodźcie szybko! - krzyknęła z progu swoich drzwi Olka.
- Idziemy, idziemy! - krzyknęliśmy wszyscy we trójkę.
- Hej mała! - powiedział do Oli Wiktor i ją pocałował. Chciałabym być na miejscu Olki. Ona to ma szczęście. Wiktor jest taki piękny, ma brązowe włosy i oczy, zupełnie tak jak Kasia. Tylko on jest chłopakiem, jest taki przystojny. Ale nigdy nie będzie mój, przyzwyczaiłam się do tego.
- Kasia! Kasia idzie! - zawołała Sara.
- Wszyscy chować się! - zawołał Wiktor.
Kasia weszła do domu, i każdy nagle krzyczy...
- Niespodzianka!
- O jej! Kurcze jesteście kochani! - podchodziła do każdego i nas przytulała. Gdy podeszła do mnie dałam jej naszyjnik.
- Ooo Julcia! Jesteś kochana! Dziękuję Ci. - przytuliłyśmy się.
Reszta wieczoru poszła dobrze, ale szybko się skonczyła. Musieliśmy być w domu punkt dwudziesta albo po nas. Ale bylo fajnie. Mam nadzieję że Kasi było miło. Po imprezie szybko ruszyłam do domu, aby nie mieć kłopotów z rodzicami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz