31 Październik, znany jako Halloween. Duchy, wiedźmy, zjawy i to co najgorsze... wampiry. Postanowiłam pujść zbierać cukierki. Zbliżała się noc, więc szybko przyodziałam się w mój strój, czarnej wdowy. Miałam na sobie sukienke całą czarną, porwałam ją w niektórych miejscach żeby nie było że czarna wdowa to czyścioszka. Pomalowałam rzęsy, usta na biało. Gdybym nie wiedziała kim jestem sama bym się siebie przestraszyła.
Zbliżała się noc, więc dzielnymi krokami wyruszyłam na łowy cukierków. Obawiałam się jednak, że ktoś mnie przestraszy bądź zamorduje. Gdy podchodziłam do udekorowanych domków, serducho mi waliło jak szalone, a gdy odchodziłam przestawało. Dziwnie się czułam chodząc sama, w tamtej chwili zobaczyłam Wiktora. Szedł sam drogą, z wielką torbą słodyczy. Schowałam się za najbliższym drzewem, nie chciałam by mnie zauważył. Chwilę potem, przekroczył to drzewo za którym się ukruwałam, nie zauważył mnie. W tej chwili zobaczyłam nie kogo innego tylko ją, nie Magde, Sare, Zuzie, tylko ją! Olke! Na własne oczy to widziałam, jak ona mogła mi to zrobić. Już prawie wyszłam zza tego drzewa. Nie miałam siły. Zobaczyłam jak Wiktor i Ola się, się się.... pocałowali! Jak oni mogli! Czy ja coś zrobiłam nie tak?
- Jesteś najgorszym chłopakiem na świecie! - wypaliłam wychodząc zza drzewa. Zobaczyłam, że Olka i Wiktor się na mnie patrzą, więc odwróciłam się i pobiegłam w stronę domu.
- Julka, czekaj no! - Wiktor krzyczał cały czas. Odwróciłam się na chwile i zobaczyłam Olke, siedzącą pod drzewem, płaczącą i Wiktora biegnącego do mnie. Nie miałam siły dalej biec, więc szłam.
- Julka, przepraszam! - krzyczy Wiktor, złapał mnie za ramię.
- Co ty sobie myślisz? - odpaliłam odrazu jak mnie złapał.
Popatrzał się na mnie głupio, jakby nie wiedział co sie stało.
- Co ty sobie myślisz? - powtórzyłam z jeszcze większym zdenerwowaniem, czułam jak łzy napełniają moje oczy.
- Ja, Ja, nie chciałem, samo tak wyszło. - powiedział spoglądając na Olke.
- Aha, czyli wszystko samo tak wychodzi co? Wiesz co? Nie chcę Cię znać! - wyrwałam się od niego, i pobiegłam do domu. Jak on mógł mi to zrobić? Nie jestem najlepszą dziewczyną na świecie, ale sam fakt. Teraz przynajmniej już wiem, że mu ufać nie mogę. Słyszałam jak Wiktor do mnie krzyczy abym się uspokoiła i z nim porozmawiała. Ale czy moja miłość dalej jest taka mocna jak poprzednio, czy już wygasła? Nie wiem. Ale nie, nie dałam mu się. Gdy tylko przybyłam do domu wbiegłam do pokoju i rzuciłam się na poduszkę, płacząc.
- Julka, co się dzieje? - do mojego pokoju weszła Luiza, w prawdzie nigdy dla mnie czasu nie miała, to co się zmieniło teraz? Wolnym krokiem przyszła pod moje łóżko, i usiadła na krawędzi.
- No wiesz, pamiętasz Wiktora? Miałam iść z nim do Kina w niedziele... - powiedziałam smutno kładąc się zpowrotem na poduszkę.
- No tak, szalejesz za nim pare lat, obiło mi się o uszy. - zaczęła się śmiać. Zawsze miała fantastyczne poczucie humoru, zawsze umiała pocieszać.
- Już koniec z nim, nie mam zamiaru go znać, widziałam jak się całował z Olką, na moich oczach - powiedziałam smutno. Luiza mnie objęła.
- Nie martw się, wszystko się jeszcze jakoś ułoży, znajdziesz kogoś nowego. - uśmiechnęła się i wyszła z mojego pokoju. A ja parę chwil po tym, zasnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz