Przyjaciółkowy czat

środa, 21 grudnia 2011

Tajemnica

- Kasiu, co się dzieje? Widzę, że coś się stało, możesz mi powiedzieć. Jesteśmy przyjaciółkami. - Powiedziałam do Kasi, łapiąc ją za rękę. Przyjaźnimy się od przedszkola, zawsze robimy wszystko razem.
- Nie teraz, nie mogę Ci powiedzieć. - Odpowiedziała smutno, łapiąc mój wzrok i mrużąc oczy uśmiechnęła się swoim słodkim uśmiechem na który lecieli wszyscy chłopacy w szkole.
- No dobrze, ale powiedz mi jak najszybciej, bo widzę że Cię coś trapi. - Odwzajemniłam jej uśmiech. Kasia jest najładniejszą dziewczyną którą znam, ma piękne długie kasztanowe włosy, i do tego piękne mocne brązowe oczy. Prawie każdy chłopak na nią leciał. Ja wręcz przeciwnie, miałam rude włosy, do tego zielone oczy. A najgorsze są moje piegi. Jestem taką typową rudo-włosą dziewczyną, żadko takie spotykam. Wkońcu po piętnastu miutach doszłyśmy do progu szkoły. Kasia pożegnała się ze mną i podbiegła do Oli, obiecała jej notatki z biologi. Więc sama poszłam pod klasę. Najpierw miałam matematykę, z czego bardzo się cieszyłam, ponieważ to mój ulubiony przedmiot. Nigdy nie dostałam mniejszej oceny niż 5 z matematyki. Zawsze zakuwałam do wszystkich testów z matematyki aby się wykazać. Lubię, gdy nauczyciele są ze mnie dumni. Rozległ się dzwonek na pierwszą lekcję. Lekcja była prościutka, chociaż parę osób nie wiedziało jak zrobć zadania, dlatego Pani Czułko powiedziała, że jak ktoś czegoś nie rozumie ma podejść do mnie lub Kasi. Nie wiedzieć czemu by dwie byłyśmy najmądrzejsze w klasie. Na każdej lekcji siedziałyśmy razem w ławce, może oprócz wychowania fizycznego, znanego jako W-f bo tam nie ma ławek. Po dzwonku Kasia, dziwnie się zachowywała. Poszła pod klasę następnej lekcji i jakby płakała. Szybko podbiegłam do niej.
- Co się stało? Wszystko gra Kasiu? - Zapytałam siadając przy niej.
- Nie, nic nie gra! Nic nie jest w pożądku! - Krzyknęła, ale cichym głosem wtulając sie we mnie. Wiedziałam, że coś złego musiało się stać.
- No to mów, co Cię dręczy?
- Chodzi oto, że, że...
- No powiedz, nie bój się.
- Wyprowadzam się.
- Nic się nie stanie, dalej będziemy się widywać w szkole.
- Nie, nie będziemy.
- A to dlaczego? Gdzie, gdzie się wyprowadzasz?
- Do Anglii.
- O nie! Dlaczego!
- Moja mama powiedziała, że tam lepiej będzie zarabiała razem z moim ojcem, i będą mogli pokryć koszty moich studiów... itp.
- Zawsze będziemy mogły rozmawiać przez skaypa, bo będziesz przyjeżdżała na wakacje i święta?
- Tak, jasne. Postaram się ubłagać rodziców, jeśli byś chciała, to może, może... Chciałabyś pojechać z nami?
- Jasne że chciałabym i to była ta wielka tajemnica?
Rozległ się dzwonek na lekcje. Po czym wstałyśmy i ruszyłyśmy do klasy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz