Przyjaciółkowy czat

środa, 21 grudnia 2011

Poznanie

- Idę się przejść - informuję mamę i Luizę. Przedemną idzie wysoki, długowłosy chłopak, w skrzurzanej kórtce z wielkim napisem "I Love Avril". Wygląda mi na metalowca. Słyszałam, że to nie bezpieczna subkultura. Są agresywni, bez kultury i źle traktują dziewczyny.
- Oskar! Oskar! - woła ktoś za mną.
Dziwne imię dla psa przemyka mi się przez myśl, odruchowo się odwracam. Głos należy do drobnej i chudej jak patyk kobiety w szatach tak artystycznych, że kreacje mojej mamy wydają mi się pospolite i skromne. Łapię moje spojrzenie i robi mi się tak głupio, że odwracam wzrok, przyśpieszam kroku i nie zastanawiając się walnęłam w drzewno. Tak mnie rozbolał nos, że nagle go dotknęłam i zobaczyłam krew na ręce. Było ciemno a drzewa nie widziałam. Nagle podbiegła do mnie ta chuda pani.
- Czy nic Ci się nie stało mała? Wszystko gra? - zapytała bardzo szybko.
- Nie nic, tylko krew mi z nosa leci. - odpowiedziałam grzecznie nieznajomej.
- No to choć szybko ze mną, przemyję Ci nos, no choć. - powiedziała.
- Dobrze, Proszę Pani. - poszłam za nią.
Wchodzimy po klatce schodowej, wreszcie. Parę schodków ku jej drzwi i bam. Spadłam ze schodów. Nic nie mogło mi się gorszego przytrafić. No ale dzisiaj piątek trzynastego, więc rozumiem. Ale żeby dwie rzeczy jednego dnia! Świat nie widział, po prostu nie.
- Jak Ci na imię? - zapytała Pani.
- Julia Kamaja.
- Dobrze, Ja się nazywam Dorota Szypańska. Miło Cię poznać Julio, choć do łazienki przemyjesz się. Nie chcemy przecież aby twoi rodzice się martwili.
- Dobrze Pani Doroto.
Wnętrze całkiem ładne, zrobione po Francusku co mi się spodobało. Pierwszy raz widziałam tak ładnie dobrane kolory. Blado żółta tapeta, brązowy stolik a na nim czerwony wazon z pięknymi różami.
- Julio, jak myślisz gdzie najlepiej by należało postawić ten kwiat? Tu czy tu? - Zapytała Pani Dorota, wskazując na dwa kąty.
- No ja nie wiem, ale gdybym ja musiała to ustawić to postawiłabym ten kwiat tutaj w tym prawym rogu, ponieważ lepiej wygląda a na lewym rogu ktoś może go strącić. - Odpowiedziałam jednym tchem, wyszło jakoś samo ze mnie.
- Ojej, masz rację! Nigdy o tym nie myślałam, dziękuję już tam ustawiam.
- Nie ma za co Pani Doroto. - weszłam do łazienki i myje nos z krwi.
Kafelki piękne w łazience, blado niebieskie na ścianie gdzie była wanna i prysznic, a na innych były przepiękne kafelki z rybkami. Wyglądały jak prawdziwe. Będę się musiała poradzić pani Doroty w sprawach z moim pokojem... Przemyłam nos, i wybieram się do wyjścia.
- Do widzenia Pani Doroto.
- A no, tak tak do widzenia Julio. - odpowiedziała jakby zapomniała że tu jestem.
Wyszłam za drzwi i pędem popędziłam do domu. Już bardzo długo mnie nie było. Rodzice się mogę martwić. Wróciłam po cichutku to domu jak mała myszka, na szczęście wszyscy spali. Poszłam więc do łazienki, umyłam się i poszłam spać myśląc czy jutro mi się coś wydarzy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz