Przyjaciółkowy czat

czwartek, 22 grudnia 2011

Odpowiedź

Przestraszyłam się gdy mama mnie zawołała, była wściekła. Ona tak tylko reaguje jak ktoś kłamał. Pośpieszyłam pędem do kuchni.
- Julio, co to ma znaczyć?
- Ale co? - zapytałam i popatrzałam na podłogę, kiedy je skłamałam?
- Chodzi o ten, no jak ty tam na to mówisz.
- Na co?
- No wiesz, na ten ten no wyjazd z Kaśką.
- No wiem, tak.
- A więc, zadzwoniłam do Moniki i ona powiedziała, że nic takiego nie mówiła Kasi, że nie możesz z nimi jechać. - powiedziała jednym tchem.
Miała rację, wkońcu powiedziałam jej, że jej mama się zgodziła.
- Przepraszam, Kasia miała się zapytać mamy. - zaczęłam płakać.
- Nie płacz, Julcia. Słuchaj, będziecie się widywały. Będą przyjeżdżać na Święta i wakacje, nawet ferie zimowe. - podeszła do mnie i mnie przytuliła. Jak zwykle jej zielone zwiewne ubrania, pachniały jak malutka stokrotka tuż po deszczu. Zawsze lubiałam się do niej przytulać.
- Przepraszam, że Ci skłamałam.
- No dobrze, już dobrze. Nie płacz. Ale nie myśl sobie że Ci to ujdzie na sucho, pamiętaj. - całując mnie w czoło poszła do jej laptopa coś patrzeć.
- Dobrze mamo.
Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Moja najlepsza przyjaciółka mnie opuszcza. Co mi zostanie? Mam tylko ją, ona zawsze była ze mną w moim trudnych chwilach a ja z nią. Mam nadzieję, że tam gdzie ona jedzie będą mili ludzie. A ze mną, to już nic lepszego nie będzie.
Z nudów weszłam na czat. Po chwili napisała do mnie Ola.





Olka, Olka, Olka... Zawsze była fajna. Ale jakoś nie czułam tego samego co do Kaśki. Nie że miłość czy coś, ale nie czułam, że jest ona moją przyjaciółką. Chociaż, może, może...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz